Pozytywny przegląd, a samochód nadal niebezpieczny. Co ujawniło międzynarodowe śledztwo?
Pozytywny wynik badania technicznego powinien oznaczać, że samochód może bezpiecznie poruszać się po drogach. Ustalenia międzynarodowego śledztwa dotyczącego aut sprowadzanych z USA pokazują jednak coś niepokojącego: nawet dokument potwierdzający sprawność pojazdu nie zawsze wystarcza, jeśli jego wcześniejsza historia została skutecznie ukryta.
Operacja prowadzona pod kryptonimem "Nimmersatt" objęła działalność rozciągającą się na wiele krajów, w tym Polskę. Według Europejskiej Prokuratury EPPO rozpracowywana organizacja kupowała w Stanach Zjednoczonych poważnie uszkodzone samochody, sprowadzała je do Europy, a następnie sprzedawała po naprawach, które w części przypadków miały mieć przede wszystkim charakter kosmetyczny.
W ten sposób pojazd, który za oceanem został sprzedany jako uszkodzony, mógł po kilku miesiącach pojawić się w europejskim ogłoszeniu jako sprawny, naprawiony, a niekiedy nawet bezwypadkowy.
Najbardziej niepokojąca nie jest sama skala importu
Z danych przywoływanych w związku ze śledztwem wynika, że co najmniej 16,5 tys. samochodów miało zostać sprzedanych za pośrednictwem podmiotów działających na Litwie. Łączna wartość tych transakcji została oszacowana na około 144 mln euro.
Śledczy opisali mechanizm obejmujący fikcyjne firmy, fałszywe faktury, zaniżanie wartości pojazdów podczas odprawy oraz ukrywanie ich handlowej przeszłości. Szacowane straty z tytułu niezapłaconego podatku VAT i należności celnych przekraczają 30 mln euro.
To jednak finansowa część sprawy. Z perspektywy kierowcy ważniejsze jest to, co działo się z samochodami po dotarciu do Europy.
Auta transportowano między innymi na Litwę, gdzie miały przechodzić naprawy. Zgodnie z ustaleniami śledztwa część z nich przygotowywano głównie tak, aby dobrze wyglądały podczas sprzedaży. Pod nowym lakierem mogły pozostać uszkodzenia konstrukcji, problemy z poduszkami powietrznymi albo elementy o niemożliwym do potwierdzenia pochodzeniu.
EPPO przeprowadziła kontrolę pięciu zabezpieczonych pojazdów. Żaden z nich nie został uznany za zdatny do ruchu. To zbyt mała próba, aby oceniać na jej podstawie cały rynek aut z USA, ale wystarczająca, by pokazać charakter badanego procederu.
Samochód z dokumentem, którego diagnosta mógł nawet nie widzieć
Jeszcze poważniejsze pytania pojawiają się wokół badań technicznych. Z ustaleń opisywanych przez "Süddeutsche Zeitung" wynika, że niemieccy śledczy prowadzili ponad 30 postępowań dotyczących rzeczoznawców i diagnostów podejrzewanych o wystawianie nieprawdziwych dokumentów. W części spraw zapadły już wyroki za łapownictwo i fałszowanie dokumentacji.
Zdarzały się przypadki dopuszczenia pojazdu do ruchu bez jego rzeczywistych oględzin. Opisywano również dokumenty, według których całe badanie miało trwać około dwóch minut.
Nie oznacza to, że nie można ufać badaniom technicznym jako takim. Pokazuje jednak ich ograniczenie: przegląd dotyczy stanu pojazdu w konkretnym momencie i opiera się na prawidłowo wykonanej kontroli. Nie jest pełnym zapisem wcześniejszych szkód, sposobu odbudowy ani pochodzenia zamontowanych części.
Jeżeli dodatkowo sam dokument został wystawiony nierzetelnie, kupujący otrzymuje pozorne potwierdzenie bezpieczeństwa samochodu.
Szkoda całkowita nie zawsze oznacza wrak
W tej sprawie łatwo pójść o krok za daleko i uznać każdy samochód sprowadzony z USA za potencjalnie niebezpieczny. Byłoby to nieuczciwe uproszczenie.
Amerykański status szkody całkowitej często wynika z kalkulacji ubezpieczyciela. Naprawa może być technicznie możliwa, ale ekonomicznie nieopłacalna ze względu na wartość samochodu, ceny części i wysokie koszty pracy. Prawidłowo odbudowany oraz rzetelnie opisany pojazd nie musi być złym zakupem.
Znaczenie ma rodzaj dokumentu nadanego w USA, rzeczywisty zakres uszkodzeń oraz sposób przeprowadzenia naprawy. Inaczej należy ocenić samochód z wymienionym zderzakiem i reflektorem, a inaczej egzemplarz ze zdeformowaną konstrukcją, brakującymi poduszkami powietrznymi albo śladami zalania.
Niebezpieczeństwo zaczyna się nie od samego wpisu o szkodzie, lecz od próby jego ukrycia.
Czego nie potwierdza pozytywny przegląd?
Aktualne badanie techniczne nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania, które mają znaczenie przy zakupie używanego samochodu. Nie potwierdza automatycznie, że:
* sprzedający przekazał pełną historię wcześniejszych uszkodzeń,
* konstrukcja została odbudowana zgodnie z technologią producenta,
* wszystkie poduszki i napinacze pasów są oryginalne oraz sprawne,
* wcześniejszy status pojazdu w USA został prawidłowo opisany,
* samochód nie został złożony z elementów pochodzących z kilku egzemplarzy.
Dlatego pozytywny przegląd powinien być jednym z dokumentów ocenianych przed zakupem, a nie argumentem zamykającym dyskusję o stanie samochodu.
Dokument mówi, że samochód może jeździć. Historia pokazuje, czym naprawdę jeździmy
Operacja "Nimmersatt" nie jest dowodem przeciwko wszystkim samochodom sprowadzanym ze Stanów Zjednoczonych. Jest natomiast ostrzeżeniem przed sytuacją, w której kolejne etapy handlu oddzielają obecny wygląd auta od jego rzeczywistej przeszłości.
Samochód może mieć europejskie tablice, ważne badanie techniczne i profesjonalnie przygotowane ogłoszenie, a jednocześnie historię, której nie widać podczas krótkich oględzin. W takim przypadku kluczowe nie jest pytanie, czy pojazd był uszkodzony. Ważniejsze brzmi: co dokładnie zostało uszkodzone, jak to naprawiono i czy informacje sprzed naprawy są zgodne z tym, co dziś deklaruje sprzedający.
Właśnie dlatego dane przypisane do numeru VIN powinny być porównywane z dokumentacją, stanem technicznym i wynikami niezależnych oględzin. Nie po to, aby automatycznie odrzucać samochody powypadkowe, lecz aby odróżnić prawidłowo naprawione auto od pojazdu, którego bezpieczeństwo istnieje głównie na papierze.