Półmaraton w 137 koszulkach. Rekord, który nie miał prawa się udać – a jednak!
W świecie sportu widzieliśmy już wiele kuriozalnych rekordów. Ktoś przebiegł maraton tyłem. Ktoś przebiegł półmaraton ciągnąc oponę samochodową. A ktoś inny zrobił maraton skacząc jak kangur.
Ale to, co wydarzyło się w ostatnich dniach w amerykańskim stanie Idaho, przebija większość absurdalnych wyczynów. Pewien biegacz — bardziej entuzjasta kreatywnych pomysłów niż klasycznego treningu — postanowił przebiec półmaraton ubrany w… 137 koszulek naraz.
Nie, nie pomyliłem się o jedną czy dwie cyfry. Sto trzydzieści siedem. To tyle, że mógłby otworzyć własny sklep odzieżowy — albo z nich wszystkich zrobić namiot dla czteroosobowej rodziny.
Jak w ogóle wygląda człowiek w 137 koszulkach?
Wyobraź sobie człowieka, który przyjął całą garderobę z Ikei. Albo bohatera kreskówki narysowanego przez dziecko: krótka szyja, wielkie ramiona, okrągła sylwetka i ruchy jak w pancerzu.
Pod koniec ubierania ostatnich warstw biegacz wyglądał jak:
- kulka styropianu,
- ludzki Michelin,
- człowiek-rolka papieru toaletowego,
- bohater gry komputerowej z błędem tekstury.
Dla publiczności to było jedno z najśmieszniejszych widowisk ostatnich miesięcy.
Po co to w ogóle robić?
Powód był bardzo prosty: rekord świata. Dotychczasowy wynosił 120 koszulek jednocześnie założonych podczas biegu.
Nasz bohater stwierdził, że chce „podnieść poprzeczkę na takie poziomy, żeby nikt nie odważył się tego powtórzyć”.
Z logicznego punktu widzenia — działa. Z fizycznego punktu widzenia — absolutnie nie.
Przygotowania trwały… dłużej niż półmaraton
Każda koszulka musiała zostać:
- policzona,
- założona poprawnie,
- naciągnięta tak, by zakrywała tułów (reguły Guinnessa),
- i nie mogła być zmieniana podczas biegu.
Zakładanie wszystkich 137 sztuk trwało w sumie blisko godzinę. Sam bieg — niecałe dwie.
Stosunek czasu ubierania do biegania? 1:2. To prawdopodobnie jedyny półmaraton na świecie, gdzie rozgrzewka trwała dłużej niż rywalizacja.
Waga, która zaskoczyła nawet organizatorów
Kiedy ubrano wszystkie koszulki, wolontariusze zdecydowali się je zważyć. Łącznie ważyły około 22 kilogramów.
To tyle, co:
- trzy duże siatki z zakupami,
- średniej wielkości dziecko,
- pół worka cementu,
- zestaw hantli dla początkujących.
A jednak biegacz twierdził, że „jest w formie”. Po pierwszym kilometrze zaczął jednak żartować, że forma odeszła mu po 7. warstwie.
Pierwsze kilometry: „jak bieganie w kołdrze w 30 stopniach”
Według relacji na miejscu:
- temperatura była umiarkowana, ale on i tak pocił się jak w saunie,
- koszulki zaczęły się klinować pod ramionami,
- ruchy rąk ograniczone do 30 procent zakresu,
- kroki skrócone jak u pingwina idącego pod wiatr.
Najgorzej było na podbiegach — każda warstwa działała jak dodatkowa guma oporowa.
Publiczność nie mogła przestać się śmiać
Widzowie na trasie:
- robili zdjęcia,
- krzyczeli „go Michelin”,
- śmiali się,
- dopingowali go jak lokalnego celebrytę.
Na jednym z nagrań widać, jak grupa dzieci biegnie obok niego, próbując policzyć koszulki. Skończyły na 43, bo dalej nie mogły już odróżnić kolejnych warstw.
Meta: triumf, pot i trzyosobowa ekipa ratownicza
Najzabawniejszy moment dopiero nastąpił na mecie.
Biegacz zatrzymał się, uniósł ręce w geście zwycięstwa… i przez chwilę wyglądało, jakby miał się przewrócić do tyłu. Wolontariusze złapali go w ostatniej chwili.
Ale prawdziwy dramat rozpoczął się podczas zdejmowania koszulek.
Okazało się, że na niektórych warstwach materiał tak się ubił, że koszulki odkleiły się od siebie potem i trzeba było je zdejmować siłą. Operacja trwała 25 minut i wymagała trzech ludzi.
Organizator śmiał się: „To pierwszy bieg, po którym zdjęcie stroju było trudniejsze niż sam bieg.”
Rekord ustanowiony — sensu brak, ale zabawa przednia
Czy ten rekord ma wartość sportową? Nie.
Czy wymagał determinacji? Ogromnej.
Czy jest to jeden z najzabawniejszych i najbardziej absurdalnych wyczynów sportowych ostatnich lat? Zdecydowanie tak.
W świecie pełnym wielkich wydarzeń, konfliktów i poważnych wiadomości dobrze czasem zobaczyć coś totalnie nonsensownego, co przywraca uśmiech i pokazuje, jak kreatywni potrafią być ludzie.
A biegacz z Idaho zdecydowanie zasłużył na swoją chwilę sławy. Nie pobił rekordu — on go zdeptał… w 137 warstwach.
