Gdy myślimy o sporcie, mamy przed oczami piłkę nożną, siatkówkę, biegi czy pływanie. Ale są takie dyscypliny, które powstały z poczucia humoru i fantazji. Jedną z nich są mistrzostwa w noszeniu żon, organizowane co roku w Finlandii.
Tak, naprawdę chodzi o to, by mężczyzna przebiegł tor przeszkód z żoną (lub partnerką) na plecach.
Skąd wziął się ten pomysł?
Historia sięga XIX wieku, kiedy to fiński watażka znany jako „Rosvo-Ronkainen” podobno kradł kobiety z sąsiednich wiosek i nosił je na plecach. Z czasem legenda przerodziła się w tradycję sportową. Od lat 90. w miasteczku Sonkajärvi odbywają się oficjalne Mistrzostwa Świata w Noszeniu Żon.
Na czym polega rywalizacja?
- mężczyzna niesie kobietę na plecach, najczęściej w pozycji tzw. estońskiej (głową w dół, nogami oplecionymi wokół szyi partnera),
- trasa ma około 250 metrów i zawiera przeszkody: wodny rów, płoty i piasek,
- wygrywa para, która przebiegnie ją najszybciej.
Nagroda główna? Tyle piwa, ile waży żona.
Dlaczego to takie popularne?
Bo nie ma drugiego takiego sportu, który byłby jednocześnie:
- widowiskowy,
- zabawny,
- romantyczny (zależy, jak kto patrzy).
Zdjęcia z zawodów obiegają świat co roku: mężczyźni sapiący pod ciężarem partnerek, kobiety wymachujące nogami w powietrzu i publiczność, która śmieje się do łez.
Sport, który wyszedł poza Finlandię
Mistrzostwa w noszeniu żon organizuje się dziś nie tylko w Finlandii, ale też w USA, Australii, Wielkiej Brytanii, a nawet w krajach Azji. To dowód, że dobry humor jest uniwersalny.
Morał
- Czy to sport olimpijski? Nie.
- Czy to najbardziej praktyczna dyscyplina na świecie? Raczej nie.
- Czy dostarcza ludziom radości i… piwa? Zdecydowanie tak.
Pytanie do Ciebie: Dałbyś radę przebiec 250 metrów z żoną lub partnerką na plecach, wiedząc, że stawką jest jej waga w złocistym trunku?
